Syk przejeżdżających
Po mokrej ulicy autobusów
I zepsuta latarnia zbierająca żółte siły
Do kolejnego rozbłysku,
Po którym ciemność,
Wydaje się jeszcze czarniejsza.
Dwa psy rozmawiają gdzieś daleko,
Monotonnym poszczekiwaniem.
Palce szukających dłoni
Zakrzywione w nieśmiałe znaki zapytania
Prostują się, starając się zapomnieć
Ciepło dawnego dotyku.
Papieros, jak chłodny kompres
Na pulsujące coraz wolniej,
Wracające do codziennego rytmu tętno,
Drapie w gardle i ginie w ciemności
Jasnym pióropuszem.
Ileż to już razy, ile jeszcze?
autor: Jacek Janota-Bzowski
ostatnia modyfikacja: 2025-07-19
Ta praca należy do kategorii:
Komentarze (1):
Interesujący utwór.